Wróżby nie do końca chciane i lubiane…
Wydawałoby się, że w gabinecie wróżki wszyscy moi klienci są gotowi na wróżbę, na każdą wróżbę dotyczącą ich życia. Otóż nie, i nie wiem czy niestety „nie”, dlatego, że w efekcie i tak otrzymuję później wiadomości od nich, że wróżba się jednak spełniła. To prawda, że są takie wróżby przez moich klientów niechciane, buntują się oni przeciw usłyszanym ode mnie wiadomościom, próbują ze mną polemizować, mówić, że to zupełna bzdura i z pewnością nigdy się nie spełni. Zapominają jednak o tym, że wróżba, spełnienie wróżby potrzebuje zazwyczaj czasu, wydobycia się. Czasem jest to kilka tygodni, miesięcy czy lat. Jedna z moich stałych klientek zadzwoniła do mnie z informacją, że chce kupić samochód i właściwie już wybrała konkretny egzemplarz i jest gotowa go kupić. W kartach samochód pod każdym względem wydawał się być dobry, sprawny, ładny, niezniszczony, co potwierdził również mąż klientki. A trzeba mu przyznać, że na samochodach się znał. I wszystko w tej wróżbie byłoby dobre gdyby nie to, że karty pokazały mi, że owszem może to i bardzo dobry samochód, ale niestety nie dla mojej klientki. Powiedziałam jej, żeby nie kupowała tego samochodu, ponieważ albo ktoś jej go ukradnie, albo go skasuje. Mąż klientki prawie płakał, kiedy moja klientka zdecydowała, że tego samochodu nie kupi. Poleciła go w efekcie swojej znajomej w nadziei, że wróżba przy innej osobie się nie spełni. I cóż, kilka lat później ta sama klienta dzwoni do mnie z prośbą o pomoc, o postawienie kart, bo koleżance ukradli samochód. Wtedy dowiedziałam się, że rozmawiamy o samochodzie sprzed kilku lat, który miał byd skradziony lub skasowany. Wróżba, co do samochodu w pełni się spełniła, ktoś go ukradł tak czy inaczej.
Inna bardziej przejmująca historia dotyczy innej klientki. Podczas wizyty zaczęłam jej mówić to, co widzę w kartach, a niestety nie były to dobre rzeczy. Klientkę czekały kłopoty. Chodziło o jakieś przyszłe sprawy w sądzie, leczenie choroby, utratę zaufania do szefa. Muszę przyznać, że reakcja mojej klientki nie była najlepsza. Wysłuchała mnie jednak do końca, podziękowała i wyszła.
Stało się tak, że ta sama kobieta po dwóch latach odwiedziła mój gabinet ponownie. Powiedziała mi wtedy, że po naszym pierwszym spotkaniu była zdegustowana moją wróżbą i uznała wręcz, że to wyrzucone pieniądze. Poszła do innej wróżki, która roztoczyła piękne perspektywy życiowe przed moją klientką i jednocześnie ją uspokoiła. Niestety po roku, od czasu mojej wróżby klientka biegała już po sądach, ponieważ jej pracodawca okazał się oszustem, był jej winny pieniądze i nie tylko jej, ale również innym osobom. Ten stres spowodował, że zachorowała. Powiedziała mi również, że na pierwszym spotkaniu ze mną kilka lat temu robiła uważnie notatki z tego, co mówiłam, odczytując karty. Klientka odnalazła niedawno te notatki i nie mogła się nadziwić, że to wszystko po prostu się spełniło. Czekamy jeszcze na pozytywny wynik sprawy w sądzie dla mojej klientki, ale to chwilę potrwa.
To kolejne potwierdzenie tego, że wróżby mają swój czas ujawnienia, dlatego tak ważna jest świadomość, gotowość. Można dzięki temu uniknąć wielu przykrych zdarzeń w naszym życiu.
Wiem, że zapewne nie jest łatwo słuchać o rzeczach, które w przyszłości mogą okazać się nie tylko tymi dobrymi, cudownymi. Życie pisze różne scenariusze, dlatego karty różnie pokazują. A jeśli pokazują, to dają nam znak, powód do zmiany, bodziec motywujący. Wróżby niechciane w moim gabinecie przeplatają się z tymi, których wręcz pragniemy. To sztuka życia, nie bójmy się siebie i wróżb, a przynajmniej bądźmy nieco bardziej pokorni i uważniejsi. Mam nadzieję, że tym tekstem oswoiłam wszystkich tych, którzy oczekują tylko samych dobrych wieści, a przecież, te gorsze nie muszą okazać się wcale destrukcyjne, często jest wręcz przeciwnie.



















